Jak może kamuflować się depresja?

Poznać swojego wroga – to jedna z najważniejszych zasad toczenia walk. Mowa również o walce z depresją. Jak jednak walczyć, kiedy nie zdajemy sobie nawet sprawy z zagrożenia?

Istnieje kilka mechanizmów psychologicznych, które sprawiają, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, że depresja zagościła w naszym życiu. Dzisiaj właśnie o nich.


1. Zaprzeczanie

„Mam tylko gorszy okres w życiu.”

W rzeczy samej –  smutek i przygnębienie jest naturalną reakcją na przykre, bolesne wydarzenia. Kiedy jednak zaczynamy przeżywać nietypowe dla siebie stany i uczucia, w których przeważają smutek, pustka, niepokój – coś zaczyna być nie halo. Wycofujemy się z kontaktów towarzyskich, zły nastrój utrzymuje się przez większą część dnia i trwa długo – powinnam nam się zapalić lampka ostrzegawcza.
Szkopuł w tym, że zaprzeczamy – istnieje przecież powód tych zmian (zakończenie związku, utrata pracy itp.). Nie dopuszczamy do siebie informacji, że przestało to już być naturalną reakcją, a zaczęło przewlekłym stanem. Każda żałoba w końcu się kończy, ewoluuje. Kondycja psychiczna zaczyna się odbudowywać, przechodzimy przez ten etap z pomocą np. przyjaciół. Nie może się to jednak stać w sytuacji, gdy nie dopuszczamy do siebie wiadomości, że to depresja – nie splot nieprzyjemnych wydarzeń. Tylko uświadomienie sobie zagrożenia w postaci depresji daje szansę na wyzdrowienie.

2. Racjonalizacja

„Jestem leniem i nieudacznikiem”

W racjonalizacji chodzi o to, że staramy się wytłumaczyć w sposób racjonalny i logiczny coś, co takiego wytłumaczenia mieć nie może. To dość powszechny mechanizm psychologiczny, który stosować można tak naprawdę w każdej sferze życia.
Wyobraźcie sobie, że od jakiegoś czasu źle się czujecie, w życiu i z samym sobą. Nie idzie Wam w pracy, albo w ogóle pracy nie macie. Nie wierzycie w siebie, unikacie kontaktów z innymi. Potraficie godzinami patrzeć w jeden punkt, nie macie energii umyć zębów. Jak to wszystko sobie tłumaczycie? Swoją ułomnością. Jesteście właśnie tacy, więc nic dziwnego, że nie potraficie nawet wstać z łóżka – to zwykłe lenistwo. Z każdym dniem rośnie w Was niechęć do samego siebie. Bo jakim trzeba być nieudacznikiem, żeby nie umieć znaleźć pracy, wstać z łóżka, ogarnąć się.

W rzeczywistości wcale tacy nie jesteście, to może być depresja. Ale objawy tłumaczycie sobie jako cechy swojej osobowości, charakteru. Tacy jesteście i jesteście obrzydliwi.
I znów – dopóki nie przyjmiesz do wiadomości, że to nie Ty, a depresja – nie da się walczyć z czymś, z czego istnienia nie zdajesz sobie sprawy. Dlatego staraj się nie tłumaczyć objawów depresji swoimi wadami. To choroba!

3. Wyparcie

„Chyba mam zawał!”

Kojarzycie Pardziocha? Miał zawał w każdej trudnej sytuacji.  Wyparcie depresji może wyglądać podobnie. Zaczynamy szukać dolegliwości fizycznych i takiego wytłumaczenia. Kołatania serca, nadciśnienia, guza i całej masy innych fizycznych chorób. Nie dopuszczamy do siebie faktu, że te przypadłości mają podłoże psychologiczne. Nawet, kiedy lekarz nam o tym mówi – po prostu idziemy do innego.
Tak bardzo chcemy usłyszeć jakąś diagnozę w związku z funkcjonowaniem naszego ciała, że odcinamy się od naszych przeżyć i uczuć. W sytuacjach wypieranie swojego stanu psychicznego często ciało zaczyna somatyzować uczucia. I tak oto, owszem, serce nam kołacze, ale powodem jest depresja.

Warto pamiętać, że zaburzenia depresyjne wywołują też objawy fizyczne, jak utrata apetytu albo jego wzmożoność, ale nie jest to wyparcia – to jeden z objawów.


4. Błędy w myśleniu

„Nie wstaję z łóżka, bo nie mam po co”

Pamiętajcie, że depresja kładzie się cieniem na naszych myślach – zmienia nasz sposób myślenia. Choć osoba z zewnątrz może od razu zauważyć u nas głęboką depresję, my sami nie jesteśmy w stanie jej zobaczyć, albo zebrać się w sobie i poszukać pomocy, bo „to wszystko i tak jest bez sensu”, „nie ma żadnej nadziei”. Takie myśli sprawiają, że trudno wyobrazić sobie, że może być lepiej.


W ten sposób depresja podstępnie sama siebie wspiera.

5. Ignorowanie negatywów

„Raz lepiej, raz gorzej – życie”

Depresję może maskować… choroba afektywna dwubiegunowa. Nie mylcie jej z depresją, to nie tak, że to inny rodzaj depresji – to osobna jednostka chorobowa, na którą składają się epizody depresji.


Trudno się ją diagnozuje choćby dlatego, że nie chcemy przestawać chorować. Hipomania to bardzo miły stan – podwyższony nastrój, masa energii, motywacja level hard, niewielkie zapotrzebowanie na sen, genialne pomysły. Później ją odchorujemy w postaci właśnie epizodu depresyjnego, ale cóż z tego, skoro wydaje się, że warto zapłacić tę cenę?
A jednak, mania może być niebezpieczna. Można sobie nieźle namieszać w życiu podczas jej trwania; rzucić pracę, wziąć kredyt, wyjechać do egzotycznego kraju, źle zainwestować, stracić dorobek życia.
Choć trudno pożegnać się z hipomanią i żyć „normalnie”, bez górek i dołów, to jednak zachęcam do tego, bo trwanie w chorobie jest naprawdę niebezpieczne. I bardzo trudne dla bliskich.

To pewnie nie wszystkie sposoby, jakie wykorzystuje depresja, by zamaskować samą siebie, ale wszystkie, o których chciałam Wam wspomnieć – gratuluję, jeśli dotrwaliście do końca. Udostępniajcie post i niech info idzie w świat! Poznajmy naszego wroga, by z nim walczyć.

Zostaw komentarz