Moje sposoby na doła

B udzisz się, wstajesz, wsadzasz dziób w kubek z kawą i coś zaczyna być nie halo – od razu lub powoli, po upływie kilku ślamazarnych godzin (jak u mnie). Co się dzieje? A no DÓŁ się dzieje.

Spokojnie, to jeszcze nie epizod depresji, nie wymagamy ani leków antydepresyjnych ani hospitalizacji, ale najciekawiej to też nie jest. I pomimo tego, że może nie jest to choroba, to nikt przecież nie lubi czuć się źle. Dlatego dziś podzielę się z Wami moimi sposobami na to, jak ogarnąć dzień, gdy przyczłapie do Was rów mariański.

 

Śpię

Jeśli tylko jest taka opcja, żeby się zdrzemnąć – kimam. Ale takie przypadki zdarzają się naprawdę rzadko. Zazwyczaj muszę działać, najlepiej to działać sprawnie, więc drzemka odpada.

Nie zmienia to jednak faktu, że sen jest OGROMNIE WAŻNY dla dobrego samopoczucia psychicznego. I tak, ja kiedyś też miałam w dupie „wysypianie się” czy „przemęczenie”. Dajcie spokój, co ja babcia jestem? Przecież to tylko takie dyrdymały z tym snem!

A no nie.

Sen dla Twojego zdrowia psychicznego jest jak jedzenie dla zdrowia fizycznego.

Nie można go lekceważyć. Czasami nie wystarczy nawet wyspać się raz, trzeba zacząć to robić regularnie. Wybijcie sobie z głowy „odsypianie w weekend” bo to jak utrzymywanie diety tylko w ciągu dwóch dni w tygodniu. Jak myślicie, przyniesie rezultaty? No właśnie.

Czasami jest tak, że nic nie działa. Nawet sposoby, o których za chwilę. Wtedy właśnie sen może cię zwyczajnie wybawić z tej patowej sytuacji – po tym jak już pokonasz wszystko, co musisz – po prostu idź spać. Być może jutro będzie zwyczajnie łatwiej.

W tym miejscu chce zaznaczyć, że nie chodzi o przesypianie problemów. Nastolatki (ja już do nich nie należę, buuuu) często tak odreagowują ciężkie sytuacje w okresie dojrzewania – zaszywają się pod kołdrę na cały dzień i wywieszają na drzwiach plakietkę z napisem „nie przeszkadzać”. Absolutnie nie o to chodzi.

Nie chodzi też o jeden z objawów depresji, czyli gnicie w łóżko, bo na nic nie ma się siły (często nawet na jedzenie). Nie, nie, nie.

Chodzi o zdrowy sen w zdrowych proporcjach i o to, że po nim wstajemy i działamy. Dodaje on mam energii i regeneruje.

Czytam książki

Czytam odkąd pamiętam. Ale raczej nie jestem oczytania Kochani, ja po prostu z nienasyconą ciekawością chłonę historie o ludziach, życiu, uczuciach. Kocham się w skomplikowanych bohaterach, tajemniczych wydarzeniach, zagadkach kryminalnych.

Kiedy mam doła to albo wracam do książki, którą aktualnie czytam albo po prostu wyszukuję sobie coś świeżego, coś co mnie zaintryguje. Nie rozwiązuję w ten sposób żadnych problemów, to fakt, ale odrywam się od swojego życia.

Można by powiedzieć, że żyję życiem innych – nawet jeśli to tylko literaccy bohaterowie – ale nie robię tym nikomu krzywdy i nie pogarszam swojego stanu. Czasami tak zaangażuję się w lekturę, że ten niepokój, który mnie przytłaczał, po prostu ulatuje.

Oglądam coś w Netflixie

Oglądam dużo mniej, niż czytam. Ale to świetny sposób na spędzanie samotnych wieczorów czy nudnych weekendów. Maraton z nowym, wciągającym serialem albo film-klasyk? Zdecydowanie wolę to od dołowania się swoim nieudanym życiem (np. uczuciowy) – nawet jeśli to tylko poznawcza iluzja i moje życie koniec końców jest całkiem spoko.

Piszę

Pewnie się domyślacie. Ale prawda jest taka, że to nie jest sposób na doła – to sposób, by w pewien sposób wykroić z głowy to, co się w niej dzieje i zamknąć to w kilku słowach czy akapitach. Często przynosi to ulgę.

Bywa jednak, że pisanie tylko potęguje uczucia, zamiast je uciszać. Ale bywa też, że w ten sposób robię sobie „obdukcje emocjonalną” i dopiero wtedy, kiedy piszę, przyglądam się z bliska swoim uczuciom i emocjom.

To więc może nie recepta na doła, ale sposób na odreagowanie złych lub męczących emocji. Na ulżenie sobie.

Szukam sobie nowej zajawki

Czasami mój zły nastrój wynika z tego, że nie jestem w nic ciekawego zaangażowana. A lubię być, nie znoszę próżni i leniuchowania dla leniuchowania. Uwielbiam mieć zajawkę, np. na pisanie tego bloga, na wrzucanie instapoezji, na pisanie newslettera. Lubię zapalić się do jakiejś książki z psychologii, lubię zmotywować się do robienia notatek. Lubię stworzyć coś ładnego albo funkcjonalnego, przydatnego, emocjonującego.

Muszę tylko czasami odrobinę dłużej poszukać w sobie tej „iskierki”.

Nie będę jednak koloryzować i przyznaję, że czasami jej nie znajduję. Czasami nic mnie nie „pociąga” i nic mnie nie „kręci”. Wtedy robię sobie przerwę i albo próbuje znaleźć coś nowego, co może mnie zainteresować albo daje sobie czas na pustkę. Jestem typ typem, który wciąż odkrywa gdzieś jakieś zainteresowania, więc perspektywa czasu nauczyła mnie, że ta próżnia nigdy nie trwa długo.

Hobby czy pasja to serio jeden z lepszych sposobów na doła, tak myślę.

Ale nie szukajcie na siłę, czasami przychodzi samo, w odpowiednim momencie.

Jem coś pysznego

Nie chcę oczywiście doradzać Wam regulowania nastroju poprzez jedzenie, ale mówimy tu tylko o złym nastroju jako sytuacji wyjątkowej. Pamiętajcie, że nie można dopuścić do tego, by weszło nam to w krew. I ze względu na zdrowie fizyczne i psychiczne.

A jednak ulubiona potrawa czy fast food od czasu do czasu nie powinien Was spędzić w zaburzenia odżywiania.

Wzór prezentuje się następująco:

Dobre żarełko+książka/film/serial = nastrój o dwa stopnie w górę

(albo chociaż stępienie odczuwania bólu egzystencjonalnego). 

 

Przeczekuję

Tego nauczyła mnie perspektywa czasu. Czasami to po prostu chemia w mózgu, neuroprzekaźniki zaszwankowały, ktoś naklikał nie tam i włączył mi czarno-biały filtr na świat.

Wiem, że kiedy nie ma to powodu, może przejść samo, bez interwencji – po prostu muszę przeczekać ten dzień. Wtedy uzbrajam się w zrozumienie i jestem dla siebie wyrozumiały. Robię wszystko, co muszę i czekam na – patrz punkt 1. – sen.

Nie ma w przeczekiwaniu niczego złego, jeśli nie trwa długo! Ale jeśli z jednego dnia robi się tydzień, dwa, miesiąc – wymaga to interwencji, działania. Wtedy nie można już przeczekiwać, Kochani bo to będzie tylko pogłębiało ten stan i pozwalało mu się rozhulać.

 

Zastaniam się i zastanawiam i to już chyba wszystko. Wydawać się może, że sposoby bardzo banalne i oklepane, ale u mnie działają.

ZACHĘCAM was serdecznie, by spróbować wypracować sobie własne sposoby na doła. W komentarzu możesz podzielić się własnymi trikami na to, by przetrwać dzień, który od początku wydaje się być chujowy.

Miłego dnia!

[fblike]

[mailerlite_form form_id=1]

Zostaw komentarz