Czy bycia ofiarą można się nauczyć?

17 lipca 2019

Jeśli chcecie szybko poznać odpowiedź na tytułowe pytanie – owszem, można. Jeśli natomiast ciekawi Was w jaki sposób uczymy się bycia ofiarą w życiu, zapraszam na tekst.

Był sobie pewien Pan psycholog, Martin Seligman. Przeprowadził przełomowy eksperyment z psiakami, którym dowiódł, że i owszem, można wyuczyć się bezradności i bierności w życiu. 

Pan Seligman umieszczał psy w klatkach. Część z nich nie mogła uniknąć porażenia prądem (tzw. grupa bez możliwości ucieczki), część mogła i szybko nauczyła się, jak to robić (grupa z możliwością ucieczki).

Co ważne, klatki były tak skonstruowane, że psiaki połączono w pary (jeden z grupy pierwszej i jeden z grupy drugiej). Gdy pies z grupy z możliwością ucieczki przerywał płynięcie prądu, prąd przestawał płynąć również dla drugiego psa. Jak się domyślacie, dla niego było to zupełnie niespodziewane. Czego się więc uczył? Tego, że cokolwiek zrobi, to niczego nie zmienia. Dla niego prąd przestawał płynąć losowo, bez żadnej przyczyny. Ot, cierpienie się kończyło. Żadne jego starania nie przynosiły skutku.

Czego za to uczył się psiak, który mógł przerywać płynięcie prądu? Tego, że jego starania dają efekty, może on wpłynąć na sytuację, w której jest. Psy z tej grupy bardzo szybko uczyły się, jak powstrzymać nieprzyjemne impulsy elektryczne.

Ale to dopiero pierwsza część eksperymentu. Ważne, co działo się później.

Psy znów umieszczono w klatkach, tym razem jednak inaczej skonstruowanych. Psy, które wcześniej nie miały wpływu na płynięcie prądu – teraz już mogły go przerywać. Co się jednak okazało? Pomimo wielu prób, nie nauczyły się tego. Na samym początku zostały wyuczone, że nie mają wpływu na cierpienie i teraz – pomimo tego, że udawało im się czasami przerwać płynięcie nieprzyjemnych impulsów – nie rozumiały, że mogą. Brały to za losowe wydarzenie? Wciąż cierpiały. 

Natomiast psy, które na początku badania nauczyły się, że mogą przerywać prąd, a które teraz umieszczono w klatkach, które takiej możliwości im nie dawały – nie poddawały się. Pomimo tego, że ich wysiłki szły na marne, wciąż i wciąż próbowały znaleźć sposób na powstrzymanie płynięcie prądu.

I tu mam ochotę na pewną refleksję.

Jak myślicie, czego uczy się malutkie dziecko zostawione samo, bo powinno się “wypłakać”?

Odpowiedź zostawię Wam.

Seligman jest jednym z najbardziej wpływowych psychologów XX wieku. To on stoi za poznawczym modelem powstawania depresji. Bo tak, od wyuczonej bezradności do depresji bardzo blisko w owym modelu.

Jeśli od dziecka uczymy się, że nie mamy na nic wpływu i stajemy się “zewnątrz-sterowni” – a więc wszystkie wydarzenia w naszym życiu tłumaczymy czynnikami zewnętrznymi, wtedy bardzo łatwo zostać ofiarą w życiu. Bo cóż ja mogę zrobić, poradzić, zmienić? Nic, no nic.

 

Osoby, które zostały wyuczone bezradności nie są temu winne. Zazwyczaj odpowiedzialni za to są rodzice lub opiekunowie. Nie znaczy to jednak, że trzeba pozostać ofiarą do końca życia, w żadnym razie! Właśnie w takich sytuacja wkracza psychoterapia, bo zawsze jest nadzieja i zawsze warto pracować nad sobą i swoimi przekonaniami. Wiecie, że to właśnie nasze przekonania tak bardzo kształtują nasze życie? Czyli na dobrą sprawę… my sami!

 

Pozdrowienia!

zostaw komentarz