Miłość z naukowego punktu widzenia?

20 lipca 2019

Kiedy usłyszałam o tym po raz pierwszy na studiach, nie byłam przekonana. No bo jak to, o miłości to wiersze, piosenki, powieści – to takie cudowne i niepowtarzalne uczucie, prawda? A jednak, powtarzalne. Powtarzalne na tyle, by je zbadać i zanalizować naukowo. Bo chcemy czy nie, jak twierdzi Pan Wojciszke, tyleż samo nasze miłości różni, co łączy.

Pewien Pan Sternberg w 1986 roku rozróżnił trzy zasadnicze składniki miłości, Wojciszke zaś opisał je w bardzo przystępnej (choć naukowej) książce – “Psychologia miłości”. Dzisiaj opowiem Wam o owych trzech składnikach miłości oraz o fazach, przez jakie nasza miłość przechodzi – chcemy czy nie (choć czasami co nie co można zdziałać – o tym kiedy indziej).

Na miłość składają się trzy składniki:

  • intymność
  • namiętność 
  • zaangażowanie 

Myślę, że o nich słyszeliście. Pokrótce wyjaśnię Wam czym jest każdy z nich i jaka jest jego dynamika, bo dynamika jest tutaj najciekawsza. To nie tak, że zakochujemy się i wszystkie te trzy składniki pojawiają się od razu i są na tym samym poziomie przez cały czas. Nie, nie! MIŁOŚĆ SIĘ ZMIENIA. I warto od razu zaznaczyć, że nie dlatego, że mija, kończy się czy wypala – tylko dlatego, że taka jest jej NATURA. 

Intymność

Intymność to te wszystkie dobre uczucia, które czujemy względem partnera. To przywiązanie, bliskość i wzajemna zależność partnera. To pragnienie dbania o jego dobro, bycie szczęśliwym w jego towarzystwie, zaufanie, wzajemne zrozumienie i szacunek. Warto zaznaczyć, że ten składnik miłości pojawia się nie tylko w miłości partnerskiej, ale również w miłości do matki czy dziecka.

Dynamika intymności jest łagodna – to znaczy, że wzrasta powoli, a później bardzo powoli opada.

Namiętność

Namiętność to ten składnik, z którym najczęściej kojarzymy miłość. Na nieszczęście, niektórzy uważają, że miłość polega TYLKO NA NIEJ. Dlatego też są tacy nieszczęśliwi, bo ich miłości szybko się kończą i bajo. No, bo własnie – składnik, jakim jest namiętność zawsze w końcu opada i kończy się jak nutella w słoiku. Było miło, ale…

Namiętność to połączenie silnym uczuć pozytywnych takich jak zachwyt, tkliwość, pożądanie czy radość i negatywnych takich jak zazdrość czy tęsknota. Warto jednak zaznaczyć, że namiętność to nie tylko seks. To również silne pragnienie przebywania z partnerem non stop, przytulania, pieszczenia, całowania, marzenia na jawie, radość, przypływy energii, totalne uwielbienie partnera. To jest to “pierdolnięcie” w miłości, na samym początku. Szybko się pojawia i bardzo szybko rośnie, osiągając apogeum. Ale… w końcu słabnie, bardzo szybko, aż do całkowitego wymarcia.

Zaangażowanie

Trzeci składnik miłości to zaangażowanie. O ile na namiętność nie mamy świadomego wpływu – nie możemy sobie zdecydować, że “okej, będę szalała na jego punkcie”, o tyle o zaangażowaniu możemy już decydować i często to robimy. Czym właściwie jest? To “decyzje, myśli, uczucia i działania ukierunkowane na przekształcenie relacji miłosnej w trwały związek oraz na utrzymanie tego związku pomimo występowania różnych przeszkód” (Wojciszke, 2006, s.15).

Zaangażowanie wzrasta najwolniej ze wszystkich trzech składników, ale później często utrzymuje się na tym samym poziomie. To ono jest tym, co najczęściej trzyma przy sobie ludzi. Choć bywa przecież różnie – zależy to już od naszych intencjonalnych zachowań.

Jak przystało na naukowe podejście, mamy nawet wykresy. Pokaże Wam jeden z nich, który ilustruje dynamikę każdego ze składnika w rozłożeniu w czasie. Myślę, że to wiele rozjaśni. 

B. Wojciszke, “Psychologia miłości”, 2006, s.20

Tylko to wszystko wygląda jakoś tak przygnębiająco, prawda? Jeszcze bardziej przygnębiające są typowe fazy miłości, chodźcie zobaczyć.

Typowe fazy miłości:

  1. zakochanie
  2. romantyczne początki
  3. związek kompletny
  4. związek przyjacielski
  5. związek pusty

Wygląda nieciekawie, prawda? Ale spokojnie. Te fazy mogą zaistnieć i najczęściej tak się dzieje – ale nie muszą. Wiele uczuć kończy się na pewnej fazie i po prostu nie przechodzi dalej, czasami zaś trwa długo w fazie, która nas zadowala. 

Scharakteryzujmy sobie teraz szybko te poszczególne fazy i zastanówmy się, co się w miłości zmienia przez czas jej trwania. 

  1. Zakochanie

Wiadomka. Tutaj można by zastanowić się, dlaczego zakochujemy się w tych, a nie w innych ludziach, ale to temat na inny post.

Jeżeli poznajemy nową osobę i zaistnieją wszystkie trzy składniki jednocześnie, to (jak już wiemy) namiętność będzie tym pierwszym, który szybciutko poszybuje w górę. Dlatego na początku będziemy na takim haju. Warto dodać to, o czym wspomina Wojciszkę – zakochanie nie musi być pierwszą fazą miłości, bo bywa, że namiętność niespodziewanie wybucha między dwójką dobrych przyjaciół. Wtedy owa namiętność może być wynikiem powoli wzrastającej intymności.

2. Romantyczne początki

To jest ten moment, kiedy pragniemy jak najczęściej i jak najdłużej widywać ukochaną osobę. I to ten etap jest czasami powodem np. dla singli, by rzygać tęczą. Na pewno kojarzycie związki w tej fazie (jest dość widoczna) i naturalna. Tutaj właśnie wzrasta intymność – bo namiętność powoduje, że ludzie spędzają ze sobą dużo czasu, a co za tym idzie – coraz lepiej się poznają. A kiedy zaś decydują się świadomie, że chcą o ten związek dbać i utrwalić go – pojawia się zaangażowanie. Związek romantyczny staje się związkiem kompletnym.

3. Związek kompletny

To ten, który jest najbardziej satysfakcjonujący dla dwójki ludzi. Występuje tu i intymność, i namiętność i zaangażowanie. Kiedy namiętność się kończy, albo przynajmniej bardzo przygasa – kończy się związek kompletny. I tutaj ważna rzecz – namiętność kończy się nie z winy któregokolwiek z partnerów, ale dlatego, że namiętność ma właśnie taką naturę. Wojciszke porównuje ją do lawiny – nie może ona bez końca spadać, w jej naturze leży to, że w końcu się skończy.

4. Związek przyjacielski 

Jeśli odpadła nam namiętność to została intymność i zaangażowanie. Największą bolączką jest teraz powstrzymanie spadku intymności czyli lubienia się, wzajemnego przywiązania, zaufania, chęci pomagania i otrzymywania pomocy.

Rzadko kiedy ta faza związku jest pokazywana w filmach czy książkach. “Żyli długo i szczęśliwie” kończy się na związku kompletnym, nic więc dziwnego, że nie wiemy, zwyczajnie nie wiemy, że choć namiętność leży i kwiczy to to nadal jest miłość.

Jesteśmy bombardowani zdjęciami i opowieściami o miłości w fazie związku kompletnego. Czasami ktoś wspomina o tym, że mąż jest najlepszym przyjacielem – i to jest super! Ale wiele osób skłania się w tym momencie do szukania nowego partnera, by powróciła namiętność – tylko w innym wydaniu i z kimś innym. Nic w tym dziwnego, bo namiętność jest mieszanką bardzo silnym emocji i może nam jej zwyczajnie brakować jak substancji uzależniającej.

A nawet jeśli wszystko jest dobrze, w tej fazie na partnerów czeka masa pułapek psychologicznych – opowiem  Wam o tym innym razem, bo dzisiaj już się mocno rozpisałam. Przed nami ostatnia faza związku.

5. Związek pusty 

To związek, w którym zanikła intymność i ludzie są już ze sobą siłą rozpędu – może kredytu, może przyzwyczajenia, by nadal zachowywać się w sposób podtrzymujący związek. Zostało tylko zaangażowanie. Z kolei zanik intymności może prowadzić również do zaniku zaangażowania, które, pamiętajmy, jest naszą świadomą decyzją – a decyzję można zmienić.

pocieszające podsumowanie

Wszystko to brzmi pesymistycznie. Kiedy poznałam w jakimś skrypcie do kolokwium wspomniane wyżej fazy miłość to byłam mega zdołowana. No bo jak to? Przecież niektórym się udaje, prawda? A może każdy związek jest spisany na stratę?

Dopiero, kiedy przeczytałam całą “Psychologię miłości” Wojciszke i poznałam całość, nie tylko wyrywek jego naukowego dorobku, okazało się, że z miłością tak być może (i najczęściej jest), ale nie musi! Możemy temu zapobiec, podtrzymując intymność w związku i starając się unikać pewnych pułapek psychologicznych, które osłabiają intymność. Z drugiej jednak strony miłość to… miłość i często trudno zachowywać się racjonalnie, kiedy w grę wchodzą emocje.

Nie wiem jak to zrobić, więc wyobraźcie sobie, że właśnie wstawiam tutaj emotkę z rozłożonymi z bezradności rękami (moja ulubiona!). 

 Z pewnością jednak do tematu warto wrócić i go rozwinąć. I tak zamierzam! Teraz już jednak uciekam, bo własnie pyknęło mi w tym tekście 1.000 słów i prawdopodobieństwo, że doczytałeś do końca Czytelniku niemiłosiernie spadło 🙂

zostaw komentarz