Nie muszą pić i bić, żeby Cię skrywdzić

16 lipca 2019

Mam wrażenie, że o rodzicach to jak o zmarłych – albo dobrze, albo wcale. I choćby nie wiem jakimi byli ludźmi, to szklanka wody na starość im się od Ciebie należy, bo wydali Cię na świat.

Jak obserwuje to zjawisko to mam takie wewnętrzne „serio?”. Bo ja wychodzę z trochę innego założenia – albo mówmy szczerze albo wcale.

Ale dziś nie o moich rodzicach, a o rodzicach toksycznych. Myślicie, że to tylko Ci, którzy bili i pili? Zostawiali samych w domu, nie karmili, molestowali albo porzucili?  Otóż nie, w zdecydowanej większości przypadków nie. Toksycznych rodziców jest na pęczki i wcale nie mówią o nich w wiadomościach.

Przedstawię Wam dzisiaj pewien typ toksycznych rodziców, których dawno temu opisała Susan Forward, w książce-klasyku, „Toksycznych rodzicach”.

“Toksyczni rodzice” Susan Forward, rok 1993

Opowiem Wam dzisiaj o Rodzicach Nieadekwatnych

Cóż jest złego w tym, że dzieci zajmują się swoim rodzeństwem, robią zakupy, gotują i pilnują terminowego płacenia rachunków, aby odciążyć rodziców? Sporo, jeśli nie są to obowiązki dostosowane do wieku rozwojowego dziecka – a zazwyczaj nie są.

Tylko kto wprost i stanowczo powie takim rodzicom „Robicie krzywdę swoim dzieciom”? Raczej usłyszymy pochwały na temat odpowiedzialnych, mądrych i rezolutnych dzieci, które ogarniają dom, prawda? Jakie skarby, odciążają rodziców, pomagają, córka jak przyjaciółka, syn zastępuję wiecznie pracującego ojca. Cud-miód.

Wyobraźcie sobie jednak, że te dzieci, kiedy już dorosną, wcale nie będą radzić sobie w życiu lepiej niż ich rówieśnicy, którzy tak obciążeni w dzieciństwie nie byli. Można się zastanawiać „dlaczego?”. Przecież o wiele wcześniej nauczyli się tylu przydatnych umiejętności, wcześniej dorośli! No, zastanówmy się, dlaczego nie radzą sobie lepiej w dorosłym życiu?

Może dlatego, że ktoś im zajebał dzieciństwo?

W psychologii to zjawisko nazywa się ładniej – parentyfikacja. Słabo widoczna, często nieświadoma przemoc wobec własnych dzieci. To przejęcie roli rodzica przez dziecko. Powszechne  w rodzinach dysfunkcyjnych. Tylko, że nie pojawia się wyłącznie w rodzinach, które dysfunkcyjne są na pierwszy rzut oka – takie potrafimy rozpoznać wszyscy, prawda?

Istnieją jednak systemy rodzinne, które “z wierzchu” są całkiem nieźle działającym tworem. Dopiero, kiedy pogrzebiemy głębiej, zajrzymy dalej, popatrzymy dłużej – okaże się, że dochodzi tam do parentyfikacji. Oczywiście będzie ona najczęściej przykryta “dojrzałym ponad wiek dzieckiem”, “dzieckiem na wyrost odpowiedzialnym” i “dzieckiem, które po prostu woli zajmować się swoją rodziną niż szkołą i kolegami”.

Tylko, że jeśli obowiązki dziecka nie są dostosowane do jego wieku to to nigdy nie będzie dla niego dobre. Jeśli dwunastolatek nie ma czasu na odrobienie lekcji, bo pracuje z tatem w gospodarstwie… Jeśli trzynastolatka musi zaprowadzać swoje rodzeństwo do szkoły kosztem swoich własnych zajęć… Jeśli dziecko uczestniczy w sporach rodziców i musi opowiadać się po czyjejś stronie… Jeśli to trwa chronicznie, non stop, jeśli ta sytuacja nie jest sytuacją wyjątkową a sytuacją “normalną”… To jest złe. I to robienie krzywdy dziecku. 

Susan Forward w swojej książce przedstawia historie takich dzieci – kiedy są dorosłe i przychodzą do niej na psychoterapię. Nie wychodzi im w życiu i zazwyczaj kompletnie nie łączą tego z parentyfikacją, której doświadczyli jako dzieci. Ani z Nieadekwatnymi Rodzicami, których mieli.

Dziecko ma być przede wszystkim DZIECKIEM. Nie przyjacielem, nianią, księgową, sprzątaczką, pomocnikiem, zapasowym partnerem.

Forward w rozdziale o Nieadekwatnych Rodzicach opowiada też o innym rodzaju nieobecnych emocjonalnie i niedojrzałych  rodziców – tych, którzy sprawiają, że dziecko czuję się niewidzialne. Z pewnością kojarzycie, prawda? Mowa również o rodzicach nieobecnych fizycznie. Tego naprawdę jest dużo. A to przecież tylko jeden z rozdziałów… 

Z pewnością więc wrócę do tego tematu,  zwłaszcza, że Susan poświęciła niekochającym matkom osobną książkę. Trzymajcie się ciepło!

Jeśli wydaje Ci się, że ten post może komuś pomóc, udostępnij go!


Post powstał z pomocą książki Susan Forward “Toksyczni rodzice”.

zostaw komentarz